Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi. nie panuje nad soba Przez Gość pomilla, Listopad 16, 2011 w Ciąża, poród, macierzyństwo i wychowanie dzieci
Tylko ja zamiast nie przejmować się tym, to dostaje takich nerwów, że nie potrafię czasami nad tym zapanować. Mam dwóch synów (jeden syn ma 2 latka a drugi ma 5 miesięcy). Widzę, że starszy syn jest przerażony, jak widzi takie sytuacje. Chce panować nad nerwami, ale nie potrafię :( Dodam, że moja mama choruje na tzw.
Tymczasem umowa jest tajna, ponieważ jej nie ma. Nie udało się bowiem wynegocjować najważniejszego, czyli mechanizmu tworzenia list na kolejne wybory do Sejmu. Czytaj również: „Boję się
1. Śmieszna nazwa. Jednym z bardzo prostych sposobów jest nazwanie emocji śmiesznym imieniem. To trochę jak z poradą na temat tremy. Aktorzy często powtarzają, że dobrym sposobem na opanowanie tremy jest wyobrażenie sobie publiczności w śmiesznych ubraniach, z głupimi minami albo nawet na golasa.
Mirra Andriejewa nie zapanowała nad nerwami. Mogła zostać zdyskwalifikowana. Mirra Andriejewa nie zdołała awansować do czwartej rundy wielkoszlemowego Rolanda Garrosa. 16-latka przegrała w sobotę z Coco Gauff 7:6 (5), 1:6, 1:6. Jej występowi towarzyszyły ogromne nerwy, a zachowanie momentami pozostawiało wiele do życzenia.
Gdy czytam np. opowieść o życiu kobiety, która w jakiejś dziedzinie nie panuje nad gniewem podobnie jak ja, mam wrażenie, że autor mówi tylko do mnie. Te wplecione historie sprawiają, że publikacja staje się nie tylko bardziej „strawna” dla osób, które nie czytają tego typu książek, ale również staje się bliższa.
Człowiek infantylny nie do końca panuje nad swoimi zachowaniami: tak jak dojrzała osoba będzie umiała zachować dla siebie uwagę, że przyjaciółce nie do końca dobrze w danym kroju sukienki, tak człowiek infantylny nie powstrzyma się od rzucenia nieprzyjemnej uwagi (może mu nawet nie przyjść do głowy, że swoją wypowiedzią
Moj mąż zrobił się bardzo ndpobudliwy i obraźliwy o byle co, nie potrafi zapanować nad nerwami i jest agresywny, jeżeli nie jest po jego myśli. Ciągle jest zmęczony, chodzi spać wcześnie, a po pół nocy budzi się i nie może spać. Ma myśli samobójcze, lekarza nie chce iść. Twierdzi, że nie jest wariatem, a ja widzę, że
może w Waszych małżeństwach nie istnieje coś takiego ale nie w moim. mój mąż uwielbia wręcz jak ja znęcam się nad nim w łóżku. lubi być związany i nie mieć możliwości ruchu, podnieca go to jak siadam na jego twarzy i sprawiam sobie przyjemność nie patrząc na to czy w jakikolwiek
Agnieszka znowu w programie. Młoda mama ma chrapkę na Stefana! Dziedzictwo, odcinek 168 - streszczenie. Zuhal zamyka się w pokoju. Dziewczyna jest załamana i nie panuje nad sobą. Robi Ikbal
N6PQIYx. Witam. Chciałabym się podzielić moim problemem i chętnie usłyszę jakieś rady. Mam problem z panowaniem nad nerwami. Zazwyczaj staram się to jakoś zdusić w sobie zwłaszcza, gdy jestem przygotowana na to, że może stać się coś złego/ denerwującego. Niestety, gdy coś nagle mnie denerwuje dostaje szału i nie kontroluje siebie. Krzyczę, rzucam wszystkim, nie interesuje mnie to,że mogę ponieść przez to jakieś konsekwencje a nawet oczekuje tego jak np w pracy, gdy się zdenerwuje i zaczynam mój niekontrolowany występ, nawet głośno mowie, ze nic mnie nie interesuje i mogą mnie zwolnić. Obawiam się, że w końcu do tego dojdzie. Mój partner również nie jest zadowolony z moich ataków i ciągle zwraca mi uwage. To jest jak takie uderzenie adrenaliny, dzieje się nagle, czuję się jak w śnie i nie panuje nad sobą przez kilka minut a w tym czasie robię destrukcyjne rzeczy. Gdy denerwują mnie blachostki potrafię na chwilę zatrzymać się i wziąć głęboki oddech, żeby się uspokoić, ale w nagłych sytuacjach nic nie pomaga. Jak mogę sobie z tym poradzić? Nie chce stracić pracy ani nie chce rozstać się przez to z partnerem. Ciągle pracuje nad sobą, ale tych wybuchów agresji nie potrafię zlikwidować. Proszę o rady.
Czy to we mnie tkwi problem? Jestem z patologicznej rodziny, zawsze w domu były awantury pijący ojciec, matka, która zmieniała kochanków jak rękawiczki, mnie i siostrę, które stając w obronie matki, były bite. Odkąd pamiętam zawsze byłam ta najgorsza. W domu, w szkole, w oczach kolegów. Jednym słowem popychadło. Gdy miałam 12 lat moja siostra wyszła za mąż. Po jej ślubie matka często mnie do niej wysyłała. Pod pretekstem wakacji, ferii itd. Bo w domu nigdzie nie jeździliśmy. Kiedy u nich byłam mój szwagier na każdy możliwy sposób brał mnie ze sobą wszędzie gdzie tylko mógł pod pretekstem pokaże jej to, pomoże mi itd. Na początku tylko się do mnie dobierał, nie wiedziałam co robić więc siedziałam cicho, bo on tak mi kazał. I tak było przez 3 lata. Później było tylko gorzej. Namówił moją siostrę do trójkąta. Jakiś czas po tej zabawie, zaczął mnie gwałcić. Czuł się bezkarny, a ja bezradna. Milczałam. Któregoś dnia powiedziałam, że mam dość i powiem wszystkim co mi robi. Wtedy mnie pobił i zgwałcił ostatni raz. Moje pobicie wytłumaczył tym, że to moja wina, bo komuś napyskowałam, a on nie mógł mi pomóc. Przestałam do nich jeździć. Bo ojciec myślał, że w dup…. mi sie poprzewracało od tych wyjazdów, że to co mnie spotkało to tylko i wyłącznie moja wina. Gdy nie miałam okresu (mój pierwszy okres w wieku 12 lat) powiedziałam matce o wszystkim. Dostałam od niej w twarz, bo sama się kur…. a zwalam na bogu ducha winnego szwagra. Okazało się, że jestem w ciąży. Matka długo to ukrywała bo się bała ojca. Ja zresztą też. W 6 miesiącu ciąża wyszła na jaw. Mieliśmy od razu kuratora, niebieską kartę. Za wszystko byłam winna ja. Mój szwagier tylko przyjeżdżał i mi się odgrażał żebym trzymała gębę na kłódkę, bo mnie zabije. Robił to kiedy byliśmy sami. Rodzice zwalili ciąże na “chłopaka” z którym się wtedy spotykałam. Nic nie zrobili w tej sprawie. Gdy urodziłam moje dziecko miało trafić do domu dziecka, wtedy dostałam wybór. Albo idę z nim, albo zostaje w domu. Poszłam za dzieckiem. W ośrodku byłam rok i 7 msc. Przed 18 urodzinami musiałam się określić czy wychodzę z ośrodka czy zostaje. Chciałam wyjść. Długi czas mnie okłamywano, że nie mogę wyjść z dzieckiem. Moja matka stanęła na uszach i wyjaśniła sytuację, że to są tylko kłamstwa. Mogę jak najbardziej opuścić ośrodek z dzieckiem. Nie miałam się gdzie podziać, więc wróciłam do matki i jej nowego partnera. Myślałam, że mnie wzięła bo mnie kocha. Okazało się, że zrobiła to dla pieniędzy. Mieszkając u nich oddawałam wszystkie pieniądze jakie tylko miałam, od wypłaty aż po zasiłki. Gdy w pracy, koleżanki powiedziały, że nie powinnam oddawać jej wszystkiego, tylko się dokładać skoro mieszkam u nich. To zaczęłam się stawiać w domu i dokładać, a nie oddawać wszystko. Mojej matce to było nie na rękę bo jak tak mogę. Wtedy były awantury, straszenie, że mnie wyrzuci, zabierze mi dziecko, wyzwiska, bicie. Wtedy popłynęłam. Nie miałam ochoty wracać do domu. Po pracy jeździłam pić. Do domu wracałam zaprowadzić dziecko do przedszkola, ogarnąć się i do pracy. Trwało to dwa miesiące. Koleżanki z pracy kazały mi się ogarnąć. Zaszyć i stanąć na nogi. Pomogły mi wtedy, bo sama nie dałabym sobie rady. Pozbierałam się. W domu dalej było to samo. Znosiłam to dwa lata. W końcu poznałam jego. Od matki się odcięłam i po 3 miesiącach zamieszkaliśmy razem. Na początku było bajecznie. Wszystko się skończyło gdy zaszłam w ciążę. Niby chciał tego dziecka. Ale strasznie się zmienił. Zaczął pić zdradzać mnie, okłamywać. Po dwóch latach znowu zaszłam z nim w ciążę. Wtedy wszystko się posypało. Były awantury, picie, narkotyki, zdrady. Znosiłam to, bo chciałam mieć rodzinę. Po czterech latach mnie zostawił. Pojechał za pracą za granicę, a tydzień później wysłał wiadomość, że to koniec. Przyjechał dwa tygodnie później. Pomógł mi się przeprowadzić, ustalił, że z dobrej woli będzie płacić na dzieci. Że będzie przyjeżdżał, pomagał nam, będzie widywał się z dziećmi. Chciał chorego układu na zasadzie, przyjeżdżam do was, udajemy rodzinę, ale każdy żyje swoim życiem. Nie zgodziłam się. Były awantury, strasznie, że dzieci mi zabierze, wtedy jego matka wkroczyła, że co ja wyprawiam, jak tak mogę. Znowu moja wina. Jakiś czas później poznałam kogoś, kto wydawał się być człowiekiem na poziomie, poukładanym, trzeźwo myślącym. Długo się spotykaliśmy. Przyjeżdżał do nas, starał się, był kochany. Zależało mu na nas, a nam na nim. Nie chciałam wtedy dziecka, on tak. Żeby nie zajść znowu w ciążę, zaczęłam robić badania w kierunku antykoncepcji. Miała to być tajemnica przed nim. Nie chciałam go zranić tym, że nie chce jeszcze dziecka, na którym tak mu zależy. Po morzu rozmów na ten temat, zmiękłam. Zaszłam w ciążę. I wtedy zaczęło się psuć. On się odsuną od nas. Rozmowy nie były już takie same. Spotkania też. Naciskał na mieszkanie razem. Zgodziłam się, bo nie miałam na kogo liczyć, mieszkając w swojej miejscowości. Po przeprowadzce on zaczął pić. Były awantury, wyzwiska. Znosiłam to, bo myślałam, że ma kryzys. Po porodzie uspokoił się na chwilę z piciem, ale w naszym życiu zawitała jego była dziewczyna. Non stop o niej mówił, myślał. Kiedy miałam dość słuchania o niej i powiedziałam to zaczęły się awantury. Że to ja stwarzam problemy, że to wszystko wina mojej chorej głowy i to moja wina, że się kłócimy. W sylwestra znowu się napił, w nowy rok była awantura. Wezwałam policje. Miałam dość, wypisywania i wyzywania mnie. Mieszania z błotem i wyciągania moich przykrych przeżyć przeciwko mnie przez całą noc. Gdy wytrzeźwiał wrócił do domu z kwiatami. Przeprosił tekstem “za dużo sobie powiedzieliśmy”. On chciał to pozamiatać pod dywan, ja nie potrafiłam. Żyłam tym wszystkim. To mnie zżerało od środka. Chwilę się starał, ale jak poczuł się pewnie to znowu były awantury. Nakryłam go na przeglądaniu stron matrymonialnych i towarzyskich. Czytał artykuły jak mi odebrać dziecko. Pękło mi serce. Teraz non stop się kłócimy. Gdy ja mówię co mnie boli, co mi przeszkadza, on mnie nie słucha. Próbuję mi to w uwić ale widzę po jego zachowaniu, że tak nie jest. Zaraz się denerwuje. I znowu się kłócimy. Cały czas twierdzi że powinnam iść do psychiatry, bo to ja stwarzam problemy. Ja chce żeby mnie słuchał, żeby mnie kochał, był w tym domu i się udział. A nie tylko zarabiał kasę i dziękuję do widzenia. W jego oczach jestem ta najgorsza, na niczym się nie znam. Kiedy coś się zesr…. to moja wina. Jeżeli chodzi o dzieci też wszystko źle robię. Jak się buntuje i stawiam na swoim to wtedy znowu jest awantura. Teraz nie panuje nad sowimi nerwami w ogóle. Gdy tylko zaczynami się sprzeczać i słyszę, że to ja stwarzam problem, że to moja wina, od razu płaczę i zaczynam krzyczeć. Mam dość. Co jest ze mną nie tak? Czy ja naprawdę jestem aż taka nieudolna? Czy ja faktycznie nie powinnam mieć dzieci, a tym bardziej rodziny??
"Dorastaliśmy w rodzinach dysfunkcyjnych. Ich środowisko wypaczyło nasze myślenie o nas samych i o otaczającym nas świecie. Widząc siebie w krzywym zwierciadle informacji i sygnałów dawanych nam przez naszych rodziców, uwierzyliśmy, że jesteśmy “nie w porządku”. Zostaliśmy pozbawieni naszej autentycznej tożsamości i zaczęliśmy szukać sposobów na dobre samopoczucie. Chociaż wyglądamy jak dorośli, nadal zachowujemy się jak dzieci i pozwalamy, aby inni mieli wpływ na nasze myślenie o sobie, nasze poczucie własnej wartości i nasze szczęście. Nasze nieprawidłowe myślenie było przyczyną tego, że podejmowaliśmy decyzje, które nas niszczyły. Dlatego też chcemy przestać poprawiać własne samopoczucie nieskutecznymi zachowaniami, nadużywaniem innych ludzi, seksem, substancjami odurzającymi, manią posiadania, manią sukcesu, pieniędzmi itp." '12 Kroków dla Dorosłych Dzieci z uzależnieniowych i innych rodzin dysfunkcyjnych' Dziecko mające jednego lub oboje z rodziców uzależnionych od alkoholu staje się małym dorosłym. Formą obronna przed sytuacją, w jakiej się znajduje jest ekspresowe dorastanie. Dzieci z dysfunkcyjnych rodzin są bardziej samodzielne od rówieśników, zaradne, nie rzadko opiekują się młodszym rodzeństwem najlepiej, jak umieją. Nieudolnie przygotowując posiłki, piorą, sprzątają słysząc wyzwiska. Obelgi ze strony rodzica i poniżanie wpisane jest nieodwracalnie w psychikę dziecka, jako dorosły wybiera partnera o podobnych skłonnościach, jak rodzic. Nie znając innego życia brnie w ślepym kierunku... Jednak wielu DDA mających partnerów z "normalnych" rodzin im właśnie funduje jazdę bez trzymanki w codziennym życiu. Ślady na psychice są tak trwałe i mocno wyryte, że zachowania tych osób nie zawsze są racjonalne. Popadanie w skrajności, zmienne nastroje, niska samoocena, poczucie braku akceptacji, dokonywanie złych wyborów, zamykanie się w sobie, strach przed zaufaniem drugiej osobie, ataki paniki, uciekanie od problemów to tylko niektóre z przykładów zaburzeń z jakimi walczy DDA. Nadchodzi dzień w życiu DDA, gdy sam zostaje rodzicem. Osoba ta jest niezwykle podatna na sugestie innych, wręcz naśladuje podpatrując-przypomnę-sama nie zna właściwego życia rodzinnego, błądzi po omacku, popełnia błędy nie będąc ich świadoma. Dlatego partner musi wykazywać więcej wyrozumiałości. Sam fakt, że DDA zaufała i związała się z kimś jest już częściowym wyjściem ze skorupy, którą budowała przez całe swoje życie. Wychowanie dziecka to ciągła walka z samą sobą. Stałe kontrolowanie emocji i próby uczenia zasad, o których tak naprawdę nie ma się pojęcia. Wiem, jak być powinno-wyobrażam sobie. Nie dążę do ideału-one nie istnieją. Staram się być takim rodzicem, jakiego sama nigdy nie miałam. Słyszę zarzuty, że rozpieszczam dzieci drogimi zabawkami czy ubraniami-to moja terapia, ja takich nie miałam. Pracuję nad sobą całe życie, krzyczę, choć nie powinnam. Doszłam już do punktu, z którego mogę śmiało powiedzieć: NIE WSTYDZĘ SIĘ. A wstyd towarzyszył mi większość życia, wstyd za skromne ubranie, pijanego ojca, matkę z sinym okiem, brak kanapki w szkole. Nie mam już poczucia, że jestem gorsza-taki wybrakowany egzemplarz, alkoholizm ojca i uległa postawa matki już nie rzucają cienia na mnie, jako rodzica. Jesteś lepsza od nich-lepsza, jako rodzic. Żadne z moich dzieci nigdy nie zostało (i nie zostanie) wyrwane w nocy ze snu awanturą, interwencją policji, czy oczekiwaniem na pogotowie, nie postawię ich w sytuacji, w której będą musiały bronic jednego rodzica przed drugim, uciekać w środku nocy, czy wymyślać bajeczkę, dlaczego przysypia w szkole... Moje dzieci często słyszą ode mnie, że je kocham, są przytulane. Bywa, że reaguję zbyt impulsywnie, ale kontroluję się. Zawsze i w każdej sytuacji wiem, że muszę postępować tak, żeby moje dzieci nie stanęły przede mną z pytaniem: "ale za co?".
PROBLEM „Nakrzyczałam na siostrę i tak walnęłam drzwiami, że zawieszony na nich haczyk zrobił w ścianie dziurę. Ta dziura ciągle mi przypominała, jak dziecinnie się wtedy zachowałam” (Diane) *. „‚Jesteś beznadziejnym ojcem!’ — krzyknęłam i trzasnęłam drzwiami. Ale zanim się zamknęły, zdążyłam jeszcze zobaczyć smutne spojrzenie taty. Dużo bym dała, żeby móc cofnąć czas i ugryźć się w język” (Lauren). Czy opisane sytuacje wydają ci się znajome? Jeśli tak, ten artykuł może ci pomóc. CO WARTO WIEDZIEĆ Wybuchami gniewu psujesz sobie opinię. „Kiedyś myślałam, że drudzy muszą po prostu zaakceptować mój gwałtowny charakter” — wyznaje 21-letnia Briana. „Ale potem się zorientowałam, że ktoś, kto nad sobą nie panuje, wygląda głupio. I wtedy dotarło do mnie, że właśnie tak inni patrzą na mnie!” W Biblii czytamy: „Kto jest skory do gniewu, popełni głupstwo” (Przysłów 14:17). Ludzie uciekają spod wybuchającego wulkanu — podobnie unikają każdego, kto ma wybuchowy temperament Wybuchami gniewu zrażasz do siebie ludzi. „Kiedy tracisz panowanie nad sobą”, zauważa 18-letni Daniel, „tracisz też szacunek otoczenia”. Zgadza się z tym jego rówieśnica Elaine, która przestrzega: „Gwałtowny temperament nie dodaje atrakcyjności. Inni po prostu zaczynają się ciebie bać”. W Biblii czytamy: „Nie przestawaj z nikim, kto jest skory do gniewu; i nie zadawaj się z mężem miewającym ataki złości” (Przysłów 22:24). Możesz się zmienić. Piętnastoletnia Sara mówi: „Nie zawsze masz wpływ na to, jak się poczujesz w jakiejś sytuacji, ale na pewno możesz kontrolować sposób, w jaki te uczucia wyrażasz. Wcale nie musisz eksplodować”. W Biblii czytamy: „Nieskory do gniewu jest lepszy niż mocarz, a panujący nad swym duchem — niż zdobywca miasta” (Przysłów 16:32). CO MOŻNA ZROBIĆ Postaw sobie cel. Zamiast mówić: „Taki już jestem”, wyznacz sobie pewien czas, na przykład sześć miesięcy, i postaraj się coś ulepszyć. Notuj, jakie postępy udało ci się zrobić. Za każdym razem, kiedy nie zapanujesz nad nerwami, zapisz, 1) co się stało, 2) jak zareagowałeś, 3) jak mógłbyś lepiej zareagować — i dlaczego. Potem postanów sobie, że gdy ktoś znowu cię sprowokuje, zareagujesz w ten lepszy sposób. Podpowiedź: Nie pomijaj swoich sukcesów! Zapisuj, jak świetnie się czułeś, gdy udało ci się utrzymać temperament na wodzy. Zasada biblijna: Kolosan 3:8. Wstrzymaj się z reakcją. Kiedy ktoś lub coś cię zdenerwuje, nie mów od razu tego, co ci przyjdzie do głowy. Poczekaj. W razie potrzeby weź głęboki oddech. Piętnastoletni Erik opowiada: „Kiedy staram się oddychać, mam czas pomyśleć, żeby nie powiedzieć albo nie zrobić czegoś, czego bym później żałował”. Zasada biblijna: Przysłów 21:23. Spójrz z szerszej perspektywy. Czasami się irytujesz, ponieważ widzisz tylko jeden aspekt sprawy — ten, który dotyczy ciebie. Spróbuj dostrzec drugą stronę medalu. Dwudziestoparoletnia Jessica mówi: „Nawet gdy ludzie są po prostu bezczelni, zazwyczaj da się znaleźć jakieś wyjaśnienie, które pomaga zdobyć się na odrobinę zrozumienia”. Zasada biblijna: Przysłów 19:11. W razie konieczności wycofaj się. Biblia radzi: „Zanim (...) wybuchnie kłótnia, odejdź” (Przysłów 17:14). Jak wskazuje ten werset, w napiętej sytuacji niekiedy jest to najlepsze rozwiązanie. Potem zamiast rozpamiętywać sprawę i „się nakręcać”, znajdź sobie zajęcie. „Przekonałam się, że na ochłonięcie i rozładowanie stresu dobre są ćwiczenia fizyczne” — stwierdza młoda kobieta o imieniu Danielle. Naucz się nie poddawać emocjom. Biblia przypomina: „Bądźcie wzburzeni, lecz nie grzeszcie. Wypowiedzcie swe zdanie w swoim sercu (...) i milczcie” (Psalm 4:4). Zauważ, że samo uczucie wzburzenia nie jest niczym złym. Chodzi o to, do czego ono prowadzi. „Jeśli dajesz się sprowokować”, mówi Richard, „władzę nad sobą oddajesz innym. Spróbuj postąpić dojrzale i przymknąć oko na całą sprawę”. Będziesz wtedy panował nad swoim gniewem i nie pozwolisz, żeby on panował nad tobą.